
Fulgurum : Człowiekskrywazło

Lyrics
1. SŁOWIAŃSKOŚĆ SERCA
Spadają z drzew, gdzieś ktoś podnosi coś. Nie krzyk, a zwykły liść. Liść! Jesień czy zima to? Krzyżuje stany ducha. Bezsens, pustka nad głową lód - przyducha. Płomieniami świec instynktu zew, strąca zawieszony szept. Przeciw tobie karze biec. Bierz! Jak tresowany zwierz! Z własną myślą toczyć bój, o ile gorsze to niż tępo nożem kłóć mięsisty bok... Tak znany, bo swój - wróg, a myśl tak obca, jak w otchłań skok. Nie daje zapomnieć. I krzyk. Noc dziś chłodna. To ten, co tyłem stał. Myśl... Gdzie nas zawiodłaś? Rozpięci na oknach, to my? Czy on tak chciał? Myśli czarne - krew. Nieprzelane - słowa śmierć. A ty, do gardła gorycz lej!
2. GŁOWA SKRYWA STRACH
Niebyt, chwila i wieczność, niechciana obecność. Ciało obce i obce uczucie. To przeze mnie się stałeś i duchem i ciałem, czymś więcej jeszcze - nie sądzę... Kiedy splunął na ciebie, co pomyślałeś? - To jest mur, a za murem jest słonce. Ty mówiłeś trzy kręgi, gdzie nie spojrzysz tam ja. Dziś zbyt wielka jest cena złudzenia. Nas nie ma. Możesz wiecznie śnić, przeglądać się w snach. Na kolanach żyć, mieć w oczach strach. Jest coś, co się śni, nierealnie żywe. W sumie wszystkich dni, tak złudnie prawdziwe. Kiedyś kark pod krzyżem giął. Szaleństwem płoną oczy. Bez drżenia rąk dobywa nóż, rozcina ciszę nocy! Gin! Za wszystko to! Teraz gin! Za wszystko to! Nie tak smakować miały, owoce zła palcami. Wypukłe grzechy ciał, niesione złudzeniami! Dość! Teraz gin! Za wszystko to! Nim zdradzi cię zachodni wiatr, dym ognisk świateł blask, nie pozostanie nic... Obcy nadchodzi front. Rzuć wszystko, szykuj broń. Ogniem gorej krzew. A imię jego jest - Terror.
3. TEN CO TYŁEM STAŁ
Jeden był w sercu ogień, od jednej się iskry tlił. Światło niesione w sobie, od górskich szczytów aż po morski klif. Wiele jest słów fałszywych, co jednak pięknie brzmią. Jeden jest ogień sprawiedliwy, co trawi wszystko w krąg! Płoń! Niech ciemny umysł blask oświeci - ogień z pod rąk twych własnych dzieci. Jedna jest wieczna prawda, bo trudno jest zapomnieć o tym. Wracają na swoje gniazda, ptaki strudzone lotem. Kłębią się myśli, majaczą sny, kształtem rysują słowa. Co było kiedyś - przysłania krzyż, nowe świadectwo i prawda nowa. Przedzieram się, niech ręce wznoszą tak, jakby dotyk mógł samego nieba sięgnąć bram. Nie goi się, żadna blizna moich win. Przypomnieć jednak chcę, pod złudny blaskiem - fałszywy mit, na krzyżu rozpiął ludzki byt...
4. ZAMARŁA TURNIA
Nie patrz tam w dół, nie patrz za siebie guzie się szaleństwo kończy zawieszonym krzykiem. Czuje, wilgocią karmi, nozdrzy wyjałowiony kształt. Wielkiej pustki jest granica ciało moje, zapomnienie. Światło tu zagląda, szczelinami ran. Strach - odrywa się od skał. Przeklinam - imię twoje znam. Od poczęcia aż po kres - zawsze sam. Słyszę, jak kołacze w sercu mi. Ekstatyczne zawieszenie. Na ołtarzu z krwi, ofiarę przyjmij. Niech spada w otchłań, tak byś mógł nasycić głód. Dziś się kłania na kolanach wykarmiony strachem, ręka, co cię karmi kłamstwem, jutro chłostać będzie batem. Łudzi się wolnością pies, kiedy łańcuch dłuższy jest. W dół, przeznaczeniu wyjść naprzeciw. Upaść music każdy, nie ważne jak wysoko wzleci. Możesz wciąż drwić, zapijać strach, szukać gdzieś zgubił i tak tam nie ma nas. W dłonie spluń, na przekór tym, co zawsze błyszczeć chcą. Nie trudno dostrzec w oczach blask a zanim drugie dno. Dopada, nie daje szansy mi. Ostrzejszy z każdym wdechem, obraz ludzkiej hipokryzji. Tylko tu nie dosięgnie nas, do świata naturalny żal. Końskiej grzywy trzyma się migoczący zew. Ku słońcu ślepo mknie, za nocą dzień. Na szyi sznur czy w sercu skrzep, pod żebrem nóż. O matko Śmierć powstrzymaj się, nie całuj już. We mgle, pod powiekami snów, odchodzimy. By nie powrócić już.
5. PO DRUGIEJ STRONIE RAJU
Leć, do świata leć! Galaktykę źrenic mierz. Znanym ci wymiarem, wysokości lękiem, szerokością myśli, długim niekończącym się koszmarem. Miń, na ustach miń w pamięci wiecznie żyj! Płyń w błękit w oddali świat dotknięty pustką. Brak. Nieodwracalny, podchodzi mi do gardła krzyk. Jak ja - tak ty. Nikt... W korytarzach gubią się ptaki. Znaczą sufit, ściany biel. Nie taki... Nie Ptaki. Szyb zamknięte błyszczą drzwi. Krwią, piór panikę słonce chrzci. Nie wyjdą stąd. Płocha jest myśl, gdy rozum śpi. Nie budź się nie budź! Tylko za nią idź... Dość słów, dość bez pokrycia prawd! Jak mięsa strzęp rzucony nam! Już jedna z czarnych gwiazd - chaosu służebnica, zniszczenia toczy marsz, zagląda nam w oblicza.
6. ANTYCZŁOWIEK
Najgorszy sen, życie się śni. Zaćmienie powiek uwalnia od wszystkich twarzy. Człowiek jest tym, czym nie chciałby być. Do kolan w gównie, głową sięga marzeń. To abstrakt tylko, granica znaczeń w ludzka formę wlana. Przewód, co je i wydala, własnym karmi się strachem, własnym ogniem spala. Z mroku powstałeś i w mrok się obrócisz. Obejrzyj się raz jeszcze. Już tu nie wrócisz. Migoce jak płomień w zamkniętych dłoniach - motyl, uciskiem zgniatany lęk. Jak to jest zachwyt w każdym móc wzbudzać? A nie tak jak człowiek, jedynie wstręt. Myśli jak cienie malowane światłem. Pojawiają się i znikają, kiedy chcą, zawsze wtedy, gdy chcą. Zazwyczaj po fakcie, kiedy już nic nie można zrobić. Zapomnieć bywa łatwiej niż żyć, tak żyć. To dzieci, marne twe odbicie, ułomności owoc zgniły skazany na życie. A ty się dumnie pręż z poczęcia ciesz, życie jest na chwile, wieczna tylko śmierć! Znów w dół, na ślepo przez sterty padłych ciał. Na szczyt, po trupach, gdzie każdy być tam chciał. Gdzie cel, rozgrzesza każdy podły czyn. Gdzie wszystko można mieć - nie daj się kupić.
7. PĘTLA
Plącze włosy wiatr, nogi niosą same. Nie pierwszy raz porzucam świat, wieczory z porankiem zlane. To halny mnie pcha, w mrok siebie za dnie. Dociąża gałęzie ciałem, chciałem zapomnieć - zapomniałem. Wymięty rynsztokiem spływa strzep, z kieszeni wypadł jak z tygodnia dzień. Wszyscy świeci na kolanach zgięci jak chleb się ciało staje, a winem krew. Cienka jest granica zakopiańskiej nocy, krwi ciśnienie, podkrążone oczy. Firmamenty walą się, na głowę śnieg. Ktoś zszedł. Wewnątrz turla się, przed życiem właśnie zbiegł. Zjednoczone stany, ducha bałagany, konstelacje gwiazd. Na w znak rozciągnięty czas. Tylko zęby błyszczą się tam gdzie ręka sięga, oczodół sińce, krwi powstaje wstęga. Ulatujmy! W każda świata stronę. Horyzonty alkoholu przekroczone. Jedno jest pragnienie co pali serce na czerwono, by roztrzaskał pióru krzyż - tam gdzie go postawiono!
Lyrics geaddet von czeski21 - Bearbeite die Lyrics
